Strona główna Sport Piłka nożna TYLKO REMIS Z GRANICĄ

TYLKO REMIS Z GRANICĄ

foto: Bogusław Zawadzki

Punkt przywieźli w sobotę z Kętrzyna czwartoligowi futboliści Mamr Giżycko. Trzeba otwarcie powiedzieć, że jest to tylko punkt, bo „Gieksa” była w tym meczu lepsza od miejscowej Granicy i powinna zakończyć mecz co najmniej trzybramkowym zwycięstwem. Być może przed pierwszym gwizdkiem wielu kibiców znad Niegocina remis z zawsze niewygodną ekipą z Kętrzyna wzięłaby „w ciemno”. Po meczu pozostał jednak duży niedosyt.

Do starcia z odwiecznym rywalem giżycczanie przystąpili bez Jacka Rutkowskiego (wyjazd) oraz… trenera Karola Lemechy (sprawy rodzinne), którego zastąpili: Kamil Kamiński i kierownik drużyny Marek Grochowski, dzielnie wspierani przez prezesa Janusza Sygnowskiego. Początek meczu to dwie okazje – tej dla Granicy nie wykorzystał jej najlepszy strzelec Paweł Kowalewski, natomiast w Mamrach zabrakło kogoś, kto sfinalizowałby dogranie Krystiana Wiszniewskiego wzdłuż linii bramkowej. Generalnie pierwsza połowa wyrównana ze wskazaniem na przyjezdnych, grających składniej i stwarzających więcej dogodnych sytuacji. Niestety, o ile do 20. metra przed bramką kętrzynian gra Mamr wyglądała naprawdę obiecująco, o tyle tradycyjnie brakowało wykończenia. Do przerwy bez goli. W drugą część meczu lepiej weszli giżycczanie, którzy w 52. minucie wyszli na prowadzenie po rzucie karnym podyktowanym za zagranie ręką w „szesnastce” obrońcy Granicy. Na nic zdały się protesty gospodarzy twierdzących, iż futbolówka uderzyła w plecy, a nie w rękę piłkarza z Kętrzyna – do piłki ustawionej 11 metrów przed bramką miejscowych podszedł Mariusz Rutkowski i pewnym strzałem wyprowadził gości na prowadzenie. Chwilę później popularny „Rutek” do czerwoności rozgrzał kętrzyńską publiczność, demonstrując prowokacyjną cieszynkę wzdłuż niemal całej linii autowej. To była odpowiedź naszego rozgrywającego na chamskie okrzyki kibiców pod adresem graczy znad Niegocina.

foto: Bogusław Zawadzki
foto: Bogusław Zawadzki

Trzy minuty później mogło i powinno być 2:0. Kibice Granicy z wrażenia otwierali usta, oglądając książkową „klepkę” piłkarzy z Giżycka, w finale której Mariusz Rutkowski kapitalnym podaniem obsłużył wprowadzonego po przerwie Bartłomieja Zacharewicza. Strzelec zwycięskiego gola w niedanym meczu z Mrągowią znalazł się sam na sam z młodym golkiperem miejscowych Mateuszem Paplińskim i – niestety – przegrał ten pojedynek. A że niewykorzystane sytuacje lubią się w futbolu mścić… Nadeszła 62. minuta i „zabójcza” kontra Granicy po stracie Mamr w polu karnym rywala. Lewą flanką co sił w płucach niemal przez całe boisko popędził Łukasz Swacha – Sock, który następnie przerzucił piłkę na prawą stronę, gdzie niepilnowany Paweł Miłoszewski (były gracz Mamr) miał dużo czasu czasu, by precyzyjnie przymierzyć po długim rogu bramki Rafała Sosnowskiego. Więcej goli w tym meczu już nie padło, choć giżycczanie mieli jeszcze co najmniej trzy sytuacje do zmiany rezultatu (strzał Michała Świderskiego w poprzeczkę, groźne uderzenie Mariusza Rutkowskiego obok bramki oraz niewykorzystana przez Bartłomieja Szafrana akcja tuż przed końcowym gwizdkiem arbitra). Dla Granicy był to pierwszy w tym sezonie podział punktów przed własną publicznością, dla Mamr – także pierwszy remis, tyle że wyjazdowy. Kolejnym rywalem „Gieksy” będzie wicelider tabeli Motor Lubawa. Na mecz zapraszamy w sobotę, 4 maja, o godz. 16.00 na stadion MOSiR w Giżycku.

Z GRANICĄ ZAGRALI: Rafał Sosnowski, Jakub Waszkiewicz, Rafał Darda, Błażej Drężek, Tomasz Bańkowski, Jan Sidorowicz (Bartłomiej Zacharewicz), Mariusz Rutkowski, Adam Bognacki, Filip Rusiak, Michał Swiderski, Krystian Wiszniewski (Bartłomiej Szafran).

***********************************************************************

I na koniec słów kilka o zdecydowanie najgorszym aktorze sobotniego widowiska. Sędzia Piotr Sielski z Olsztyna – bo o nim mowa – ma na karku 30 lat i ponad 300 meczów w dorobku, ale na boisku w Kętrzynie momentami zachowywał się tak, jakby gwizdał po raz pierwszy w życiu. Arbiter popełniał błąd za błędem, solidarnie dzieląc je między oba zespoły. Widział faule tam, gdzie ich nie było, przerywał grę w sytuacjach, w których powinna być ona kontynuowana. Nie dostrzegł trzech ewidentnych zagrań ręką (w tym jednego w polu karnym), zastosował przywilej korzyści, by po zakończeniu akcji strzałem cofnąć grę i podyktować rzut wolny. Był także niekonsekwentny i niezdecydowany w karaniu piłkarzy. Nic dziwnego, że efektem jego pracy była nerwowa atmosfera na boisku i ogromne poirytowanie na trybunach.

foto: Bogusław Zawadzki
foto: Bogusław Zawadzki

Pozostaje mieć nadzieję, że wszystkie „grzeszki” Piotra Sielskiego skrupulatnie wychwycił obecny na meczu obserwator z ramienia W-MZPN Karol Mazuro i że kolejne mecze olsztynianin poprowadzi już w klasie adekwatnej do jego sędziowskich umiejętności.

Pop-up Player Example

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here